kosmetyki
Dziś bardzo kosmetycznie! Planowałam dodać tą notkę już jakiś czas temu i wreszcie jest.
Nie każda droga rzecz jest dobra i na każda tania rzecz jest zła. Miałam okazję przetestować parę drogich kosmetyków i czasem moją reakcją było 'totalnie bez szału a nawet gorzej' wtedy zazwyczaj czułam się oszukana, bo od kosmetyku za 150 zł oczekuję więcej niż od takiego za 20.
W UK zaczęłam więcej eksperymentować, szukać nowości (czasem nie miałam wyboru, w tutejszych drogeriach nie ma wszak Belli, Ziaji i Syossa) i przestałam patrzeć na każdą cenę (łatwiej kupić coś co kosztuje 1£ niż coś co jest za 20zł) i tak oto powstała lista rzeczy, które używam ciągle.
TRESemme- odżywka 500ml - 1,99£
szampon 900ml - 2,49£
maska na włosy - 0,49£
serum prostujące, ochronne - 3,99£
Produkty Tresemme to na pewno jedna z tych rzeczy, które mogę uznać za KWC- kosmetyk wrzech czasów. Moje włosy po ich użyciu są delikatne, jedwabiste i miękkie jak po żadnych innych. Cudownie się rozczesują. Kocham!
The Real Shaving- krem po goleniu dla mężczyzn - od 1£ do 1,29£
Nie używam go :D za to Mariusz jest zachwycony, używa go jako balsam do ciała, który pozostawia przepiękny zapach na długo. Plus za to, że jest lepszy od Ziaji Yego, bo nie powoduje uczucia swędzenia.
Femfresh- żel do higieny intymnej - 0,99£
Plus za małe opakowanie (150ml) i poręczne otwarcie!
Odżywka do włosów w sprayu Argan Oil - 0,99£
Jest to jedna z tych rzeczy dla której robię ten wpis- niezastąpiona! Czasem gdy zamiast szamponu Tresemme mam inny (zdarza się to rzadko, ale jednak) nie wyobrażam sobie nie użyć tego spreyu, dzięki któremu moje włosy pięknie błyszczą i łatwo się rozczesują.
Barry M. lakiery i odżywka do paznokci - od 2£ do 4£
Super szybkie schnięcie, głęboki kolor i mega pędzelek- oto atuty lakierów do paznokci. Plus dla odzywki za piękny zapach i ochronę. Nie są one moimi KWC, ale używam i bardzo lubię :)
MUA konturówki do ust - 1£, bronzer - 4£
Po nieudanej przygodzie z Makeup Revolution miałam pewne obawy, ale szukając konturówki natknęłam się na taką za 1 funta i pomyślałam sobie 'czemu nie?' i to był strzał w 10! Odcień caramel nougat noszę czasem bez szminki i pięknie, trwale zdobi usta głębokim kolorem. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam jeszcze po jaśniejszy odcień oraz niedawno także po bronzer. MUA jakościowo bije na głowę Revolutiona.
Vaseline - wazelina do ust od 0,89£ do 1,99 £ (zależy od sklepu)
Bardzo się błyszczy oraz jest bardzo wodnista, ale za taką cenę warto mieć ją pod ręką!
Które z nich najbardziej Was zaciekawiły? Macie może swoich ulubieńców wśród nich?
Dajcie znać!
Oto super kosmetyki w cenach od 0,50p do 4£
TRESemme- odżywka 500ml - 1,99£
szampon 900ml - 2,49£
maska na włosy - 0,49£
serum prostujące, ochronne - 3,99£
Produkty Tresemme to na pewno jedna z tych rzeczy, które mogę uznać za KWC- kosmetyk wrzech czasów. Moje włosy po ich użyciu są delikatne, jedwabiste i miękkie jak po żadnych innych. Cudownie się rozczesują. Kocham!
The Real Shaving- krem po goleniu dla mężczyzn - od 1£ do 1,29£
Nie używam go :D za to Mariusz jest zachwycony, używa go jako balsam do ciała, który pozostawia przepiękny zapach na długo. Plus za to, że jest lepszy od Ziaji Yego, bo nie powoduje uczucia swędzenia.
Femfresh- żel do higieny intymnej - 0,99£
Plus za małe opakowanie (150ml) i poręczne otwarcie!
Odżywka do włosów w sprayu Argan Oil - 0,99£
Jest to jedna z tych rzeczy dla której robię ten wpis- niezastąpiona! Czasem gdy zamiast szamponu Tresemme mam inny (zdarza się to rzadko, ale jednak) nie wyobrażam sobie nie użyć tego spreyu, dzięki któremu moje włosy pięknie błyszczą i łatwo się rozczesują.
Barry M. lakiery i odżywka do paznokci - od 2£ do 4£
Super szybkie schnięcie, głęboki kolor i mega pędzelek- oto atuty lakierów do paznokci. Plus dla odzywki za piękny zapach i ochronę. Nie są one moimi KWC, ale używam i bardzo lubię :)
MUA konturówki do ust - 1£, bronzer - 4£
Po nieudanej przygodzie z Makeup Revolution miałam pewne obawy, ale szukając konturówki natknęłam się na taką za 1 funta i pomyślałam sobie 'czemu nie?' i to był strzał w 10! Odcień caramel nougat noszę czasem bez szminki i pięknie, trwale zdobi usta głębokim kolorem. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam jeszcze po jaśniejszy odcień oraz niedawno także po bronzer. MUA jakościowo bije na głowę Revolutiona.
Bardzo się błyszczy oraz jest bardzo wodnista, ale za taką cenę warto mieć ją pod ręką!
Które z nich najbardziej Was zaciekawiły? Macie może swoich ulubieńców wśród nich?
Dajcie znać!
Oprócz pokazania Wam moich wczorajszych zdobyczy chciałabym poruszyć temat sklepów
UK vs. Polska
Wyprzedaże, sklepy, zwroty i wymiany, podejście do klienta- różnice które zauważyłam w obu krajach.
Wiele osób uwielbia sławne wyprzedaże na Wyspach i zdarza się, że ludzie lecą do UK w tym czasie tylko po to aby się obkupić. Promocje zaczynają się podobno już w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, chociaż ja nigdy nie miałam okazji tego zobaczyć. Przeceny obejmują nie tylko ubrania, ale też sprzed RTV, AGD i podobno ludzie ustawiają się od rana w długich kolejkach- nie można się dziwić gdyż ceny spadają o -50, -70% !! Koleżanka opowiadała mi o kolejkach do sklepu Next, które tworzą się 26 grudnia od godziny piątej rano. Z tego co wiem Next ma taką mega wyprzedaż jeszcze latem i nawet udało mi się raz załapać, ale gdy byłam o 8 rano to niewiele już ciekawych rzeczy zostało, a dodatkowo- co mnie oburzyło- nie można było korzystać z przymierzalni, za to towar można było zwrócić w ciągu 2 tygodni. Next ogólnie nie jest moim ulubionym sklepem, jakość niektórych przedmiotów pozostawia wiele do życzenia i do cen, które są za wysokie.
Wiele do zaoferowania w kwestii jakości ma Topshop- porządne jeansy i oryginalny design, a także współpraca z markami jak Adidas, Ivy Park (marka Beyonce), Calvin Klein sprawia, że chce się tam wpadać i inspirować się.
W Polsce również sezon przecen ma się świetnie, ale mam wrażenie, że ceny nie spadają tak mocno jak tu. Może odbieram to tak, bo różnica walut robi swoje, ale w Polsce MEGA WYPRZEDAŻ to bluzka przeceniona z 99,99zł na 79,99zł, a w UK- kiedy kupiłam koszulkę za 1 £ która kosztowała 12 ( w Topshopie zresztą).
Zauważyłam również wielką różnicę w podejściu do zwrotów i wymian między Polskimi, a Brytyjskimi sprzedawcami. Kiedy w Polsce chcesz oddać/zamienić jakąś rzecz musisz być przygotowana na szereg pytań- a jak a co, a paragon (obowiązkowo!) a kiedy... utrudnienia są ogromne, tak jakby kasjerka z własnych pieniędzy musiała oddać za ubranie, albo jakby szkoda za rzeczy była jej odejmowana z pensji. Nie mam pojęcia jak to jest, ale każdą wymianę czy zwrot które robiłam w Polsce kojarzą mi się z wieczną mordęgą i kłótniami. Słynne już słowa 'musi mi pani przyjąć zwrot, to jest zapisane w konstytucji' bawią, ale jednak dają do myślenia dlaczego tak jest. Ostatnio w Sephorze (w Polsce) słyszałam jak pan przyszedł reklamować kosmetyk, który kupił przez pomyłkę, a kasjerka nie chciała przyjąć zwrotu (nie wiem dokładnie jaka była sytuacja, to wszystko co słyszałam) facet wściekł się niesamowicie. Nie wiem czy kosmetyk był użyty itp. ale zrobiła się z tego taka afera że słyszał to cały sklep. W UK będąc świadkiem takiej samej sytuacji kasjerka po prostu przyjęła zwrot po dłuższej wymianie zdań. Ja sama reklamując w UK wiele rzeczy nie musiałam nawet pokazywać paragonu, czy też wykłócać się ani udowadniać winy. " Złe? Ok- dostaniesz nowe. My tu tylko pracujemy i w sumie mamy gdzieś czy kupiłeś to już zniszczone czy sam zniszczyłeś i chcesz oddać".
Samo podejście do klienta również często pozostawia wiele do życzenia. W UK oprócz tego, że sprzedawcy życzą miłego dnia i się uśmiechają to kiedy pytasz się o coś czego akurat nie ma sprzedawca powie "Nie ma tego u nas- przepraszamy" a Ty odpowiadasz "ok nie ma sprawy" od razu robi się milej. W Polsce rzadko kiedy słychać uprzejmości, natomiast wiele razy spotykam się z niechęcią w stosunku do klienta. "NIE MA" 'kiedy będzie?' "NIE WIEM". Ludzie w sklepach potrafią cię staranować a i tak nie usłyszysz 'przepraszam'. To są takie braki w kulturze, niestety, Polskiej.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie i nie zawsze tak jest. Często są mili sprzedawcy, sklep nie robi problemu z wymianą, a jak ktoś na ciebie wejdzie to się uśmiechnie i powie 'przepraszam'. Zdarza się to niestety nieczęsto.
A teraz mój wczorajszy shopping haul
TonyMoly Magic Cream krem wybielający pod makijaż (jestem zakochana w TonyMoly!)
Mother Pucker pomadka Soap&Glory odcień Super Nude
Puder prasowany Collection
ostatnie czarne spodnie z H&M w stylu grunge, kupione za 4 funty!
Co myślicie o zakupach w Polsce i UK?
Zauważyłam również wielką różnicę w podejściu do zwrotów i wymian między Polskimi, a Brytyjskimi sprzedawcami. Kiedy w Polsce chcesz oddać/zamienić jakąś rzecz musisz być przygotowana na szereg pytań- a jak a co, a paragon (obowiązkowo!) a kiedy... utrudnienia są ogromne, tak jakby kasjerka z własnych pieniędzy musiała oddać za ubranie, albo jakby szkoda za rzeczy była jej odejmowana z pensji. Nie mam pojęcia jak to jest, ale każdą wymianę czy zwrot które robiłam w Polsce kojarzą mi się z wieczną mordęgą i kłótniami. Słynne już słowa 'musi mi pani przyjąć zwrot, to jest zapisane w konstytucji' bawią, ale jednak dają do myślenia dlaczego tak jest. Ostatnio w Sephorze (w Polsce) słyszałam jak pan przyszedł reklamować kosmetyk, który kupił przez pomyłkę, a kasjerka nie chciała przyjąć zwrotu (nie wiem dokładnie jaka była sytuacja, to wszystko co słyszałam) facet wściekł się niesamowicie. Nie wiem czy kosmetyk był użyty itp. ale zrobiła się z tego taka afera że słyszał to cały sklep. W UK będąc świadkiem takiej samej sytuacji kasjerka po prostu przyjęła zwrot po dłuższej wymianie zdań. Ja sama reklamując w UK wiele rzeczy nie musiałam nawet pokazywać paragonu, czy też wykłócać się ani udowadniać winy. " Złe? Ok- dostaniesz nowe. My tu tylko pracujemy i w sumie mamy gdzieś czy kupiłeś to już zniszczone czy sam zniszczyłeś i chcesz oddać".
Samo podejście do klienta również często pozostawia wiele do życzenia. W UK oprócz tego, że sprzedawcy życzą miłego dnia i się uśmiechają to kiedy pytasz się o coś czego akurat nie ma sprzedawca powie "Nie ma tego u nas- przepraszamy" a Ty odpowiadasz "ok nie ma sprawy" od razu robi się milej. W Polsce rzadko kiedy słychać uprzejmości, natomiast wiele razy spotykam się z niechęcią w stosunku do klienta. "NIE MA" 'kiedy będzie?' "NIE WIEM". Ludzie w sklepach potrafią cię staranować a i tak nie usłyszysz 'przepraszam'. To są takie braki w kulturze, niestety, Polskiej.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie i nie zawsze tak jest. Często są mili sprzedawcy, sklep nie robi problemu z wymianą, a jak ktoś na ciebie wejdzie to się uśmiechnie i powie 'przepraszam'. Zdarza się to niestety nieczęsto.
A teraz mój wczorajszy shopping haul
TonyMoly Magic Cream krem wybielający pod makijaż (jestem zakochana w TonyMoly!)
Mother Pucker pomadka Soap&Glory odcień Super Nude
Puder prasowany Collection
ostatnie czarne spodnie z H&M w stylu grunge, kupione za 4 funty!
Co myślicie o zakupach w Polsce i UK?
Powracam do Was po przerwie i od razu muszę Wam pokazać moje cudo- nowiutką kosmetyczkę prosto z Polski <3
Przed świętami przeszukałam chyba całe centrum handlowe w Birmingham w poszukiwaniu wielkiego kuferka na kosmetyki i wierzcie lub nie- nie było NIC fajnego. Żadne Diory, Szanele i inne nie wysilają się by oferować porządne kosmetyczki. A chciałam coś, co posłuży mi na trochę. No i znalazłam w Inglocie taką jak chciałam :) W środku, oprócz miejsca ma również trzy dodatkowe mniejsze kosmetyczki do których można włożyć coś co może się ubrudzić, gdyż są one gumowe i można je ładnie wyczyścić. Raj dla osoby, która uwielbia wszystko segregować takiej jak ja, a trzeba przyznać- jest co układać!
Nareszcie mimo, że światło nie sprzyja, udało mi się zrobić zdjęcia, więc wrzucam i trochę je opiszę :)
Zaczynamy od nowości kosmetycznych, bo tych jest najwięcej.
NYX MLS15 whipped caviar (5,50£) - pomadka matowa muszę przyznać- niezbyt udany produkt (efekt wyschniętych ust, podkreśla skórki) w porównaniu do tej znajdującej się niżej SOAP&GLORY Choccoberry (3,50£) (ona jest idealna, piękny mat i nawilżone usta)
UMBERTO GIANINI- odżywka do włosów bez spłukiwania, zostawia CUDOWNY zapach.
LOREAL- lakiery do paznokci, porządne krycie i są nawet trwałe (ale muszą dłużej schnąć), największy plus to pudrowy zapach po wyschnięciu :)
SMASHBOX- fluid, który ma być idealny zważywszy na cenę, ma niestety jeden minus- w kontakcie z wodą po prostu spływa, a wyobraźcie sobie sytuację- wy+zima+ cieknący nos= efekt schodzącej z nosa skóry niczym u kolesia z Teksańskiej Masakry. Wiec nakładam go tylko na policzki i czoło i faktycznie wtedy jest super... ;)
LOCCITANE- pomadka nawilżająca. I tu nie ma żadnego ale, Loksitan to moje KWC i takim pozostanie :)
TONYMOLLY- pomadka "misiek" Petite Bunny błyszcząca pomadka, która jednak nie daje efektu mokrych ust, a jedynie delikatnie się mieni i pachnie brzoskwinią. Bardzo fajna rzecz :) z TKMaxx'a za 3,99£
TONYMOLLY- sypki puder "kotek", JESTEM ZAKOCHANA, chociaż użyłam go dopiero raz, ale widzę, że polubimy się i już myślę, gdzie go znaleźć następnym razem! Również z TkMaxx'a za 5,99£
FLUTTER- krem do rąk z drogeryjnej marki Super Droug, taki przyjemny, choć bardzo wodnisty, ale kosztował funta więc wzięłam na spróbowanie.
Która rzecz Was najbardziej zaciekawiła?
sweterek H&M z fajnym składem 50% akryl, 50% bawełna, więc nie jest to taki typowy akrylowiec, co ziębi i się elektryzuje
oraz
Ellesse z lumpa! tak, tak, znalazłam taką fajną koszulkę w lumpie i to za 1,99£, stan idealny :)
No i na koniec zostawiam moje perełki :)
Buszując po TkMaxx natrafiłam na mega ofertę - bluzę Karla Lagerfelda, która normalnie kosztowałaby 135£ TkMaxx sprzedaje za 29,90£. Bluza warta ceny ewidentnie- jest wspaniałej jakości i podszyta meszkiem, który mocno grzeje. Ponadto 100% bawełna, wyprodukowana w Portugalii. Na Polską zimę pod kurtkę- na Angielską zamiast ;)
Nadal zostając w TKeju - szaliczek w stylu lat 70, którego szukałam długo, aż w końcu znalazłam! W dodatku z modnego teraz aksamitu. Kontent!
Oraz Nike Air Force, to już blackfridajowa zdobycz, zainspirowana modnymi nastolatkami postanowiłam też sprawić sobie te buty :) Oby były wygodne!
Ostatnio wybrałam się do drogerii po parę rzeczy do kosmetyczki- między innymi po bazę pod cienie. I mam małe przemyślenie na temat osób, które pracują w drogeriach... no bo szukając produktów na półkach czasem możemy sami ich nie znaleźć i wtedy przychodzi moment, że NIESTETY trzeba się zapytać o coś pracownika. No i NIESTETY często spotykam się z niekompetencją pracujących w drogeriach pań. Na początku myślałam, że taki problem miałam tylko w Polsce, ale w UK zdarza się dokładnie to samo. Pytasz się o tą bazę- pani totalnie nie wie co to, bo skąd niby ma wiedzieć skoro nie ma nawet pomalowanych rzęs. Tu nie chodzi o to, że trzeba być pudernicą, albo, że ktoś kto nie ma makijażu się nie zna, ale mam wrażenie, że ktoś kto pracuje w drogerii powinien trochę interesować się tą tematyką.. czy może się mylę? Praca jak każda inna? No tak, ale pracując gdzieś powinno się chyba znać na swoim 'fachu' prawda? W końcu osoby rekrutujące do pracy powinny brać pod uwagę czy dana osoba będzie obeznana w temacie, szczególnie, że pracuje z klientem i powinien też dobrze doradzać. To nie jest jakiś mój problem numer jeden, ale jak ostatnio sama znałam lepiej wyposażenie sklepu od pani pracującej tam to trochę się zirytowałam, bo jak tu się zapytać o różnice w kosmetyku skoro pani ledwo wie co to jest?
Wyjątkiem są Sephora i Douglas bo tam pracownicy są zawsze kompetentni i wiedzą jak fajnie doradzić. W innych drogeriach to jest totolotek, czasem pani wie wszystko i fajnie doradzi ale czasem.. no cóż.
Co myślicie? Obowiązkowy kurs z Red Lipstick Monster dla każdej pani z drogerii? ;)
A gdy zobaczyłam, że Boots ma w swojej ofercie gablotki z marką N.Y.X to już sama wiedziałam co tam wybrać :)
Miałyście coś z tej kolekcji? Co uważacie o marce N.Y.X?
więcej zdjęć na moim INSTAGRAMIE
Pozdrawiam Was :))
środa, 25 maja 2016
Szybka recenzja - kosmetyki N.Y.X i sztuczne rzęsy i drogeryjne przemyślenia
Witajcie!
Chciałabym Wam pokazać moje ostatnie zdobycze z racji tego, że ogłaszam sobie przerwę od zakupów i szlaban na wydawanie kasy. Brejk od konsumpcjonizmu.
Oczywiście są to rzeczy tylko z dwóch tygodni, a i bez ubrań. Takie małe dodatki :)
Na pierwszy ogień idzie marka Lush czyli nietestowane i naturalne kosmetyki. Ja kupiłam krem nawilżający, jednak nie jestem z niego zadowolona, bo trochę podrażnił mi skórę. Dam go Mariuszowi, ponieważ marka Lush jest marką unisex więc ich produkty mogą być dla wszystkich. Zobaczymy jak sprawdzi się u niego.
Oraz w tym samym sklepie były apaszki więc od razu kupiłam tą, od dawna chciałam, a gdy przeczytałam post na blogu MODA I TAKIE TAM Pauliny to już zupełnie się zainspirowałam :)
torebka z Primarka, strasznie mi się podobała i jest w fajnym stylu, mała i kosztowała tylko piątkę :)
Moja ukochana marka Soap&Glory tym razem coś z kolorówki- fluid. Potestujemy i zobaczymy :)
i kremik, trzeba było zastąpić Lush'a. Jest świetny!
Balsam do ciała, pięknie pachnie 'latem'
Co sądzicie? Jak często jeździcie na zakupy? Co uważacie o częstym kupowaiu ubrań?
Pozdrawiam :)
Szybka recenzja paletki do konturowania marki Sleek.
Tak sobie ją kupiłam jakieś dwa miesiące temu i tak sobie używam. I powiem Wam, że jestem mega zadowolona!!
Wybaczcie, bo opakowanie jest już trochę pobrudzone, ale chicałam Wam je również pokazać.
I wiecie co cieszy mnie z tego najbardziej? Że kosmetyki Sleek nie dość, że są porządne, pięknie pachną i trzymają się na twarzy to jeszcze są wegańskie i nie testowane na zwierzętach! :) Tak tak, dla mnie jest ważne nie tylko jak wyglądam, ale też czy moja próżność nie szkodzi innym. A przynajmniej bardzo się staram. Tak jak pisałam już w poprzedniej notce, nie zawsze uda się kupić coś co jest nie testowane, ale uważam, że świadoma kobieta nie będzie chciała popierać takich praktyk. Nie można się poddawać :)
Firmy również robią sobie z nas kpiny, bo często informacje o testowaniu są utajnione albo niepewne.
Firmy, które NA PEWNO (PETA KLIK) testują na zwierzętach to:
MAC (a więc dla mnie ta firma szczególnie będzie martwa, gdyż słyszałam pełno ochów i achów na ich temat)
Mary Kay, Avon, Estee Lauder i Revlon.
A to, że Sleek nie testuje dowiedziałam się z tego bloga
Nie piszę tego dlatego, aby kogoś umoralniać. Piszę, bo fajnie wiedzieć, kupować świadomie i mieć możliwość dokonania wyboru. Sama mam przecież kosmetyki L'occitane, które niedawno zachwalałam. Ale więcej nie kupię.
A co do paletki ;)
bronzer i rozświetlacz w jednym- cudo! jedyne co mogę dodać, to bronzer jest dość ciemny, mimo, że wybrałam najjaśniejszą wersję paletki.
i ten zapach!! po prostu powąchajcie same!
ja bardzo polecam :)
Temat perfum zawsze był dla mnie skomplikowany.
A szukanie idealnych zajęło mi parę ładnych lat. Ale znalazłam je i chcę Wam o tym opowiedzieć.
Muszę się Wam zwierzyć, że mam bardzo dobry węch i wącham (prawie) wszystko czego dotknę i robię to świadomie, mam tak od zawsze. Może to śmieszne, ale to mi jakoś pomaga.
Dlatego bardzo długo szukałam 'mojego' zapachu. Jestem z tych, którzy chcą mieć jeden zapach, który oddaje ich osobowość. Czasem tak jest, że wąchasz dane perfumy i przypomina Ci się jakaś konkretna osoba, która używa ich codziennie. Uważam, że takie wrażenie podkreśla indywidualność, a dla mnie jest ona ważna.
Często więc chodziłam do różnych perfumerii i wąchałam wąchałam wąchałam. Nigdy nie poczułam, że 'to jest to'. Zachwyciłam się Calvinem Kleinem "Eternity" bo bardzo lubię różane wonie. Słynny "Love, love" Moschino wywarł na mnie wrażenie i to nie małe. Używałam też "Lagunę" Salvadora Dali, ale to chyba bardziej dla samego Dalego niż jego perfum. No i nadal nie było niczego dla mnie.
Ale pewnego lata dostałam próbkę Sisleya. Właściwie to trzy próbki.
Trzy próbki perfum nazwane 1,2,3... Spróbowałam wszystkich i tak 'zakochałam się' w 3
Opisywanie samego zapachu nie ma i nigdy nie będzie miało dla mnie większego sensu. Nie można opisać co się czuje. Ale można opisać skojarzenia jakie przywodzi na myśl zapach.
Czując mojego Sisleya nie można usiedzieć w miejscu, bo chce się pakować i wyjeżdżać. Daleko! Do tropikalnych lasów deszczowych, gdzieś gdzie rosną palmy, gdzie będzie na nas czekała przygoda. Ten zapach pobudza wyobraźnię i sprawia, że chce się oderwać od rzeczywistości. I zmusza do urzeczywistnienia tych marzeń! Jednocześnie jest bardzo elegancki. Dziwne połączenie, prawda?
To właściwie dość oczywiste wyobrażenie Sisleya, bo dopiero niedawno dowiedziałam się, że seria tych zapachów inspirowana była faktycznie podróżami! :) Jedynka Toskanią, Dwójka Cykladami a moja Trójka- Indonezją. Nazwano je jednak 1, 2, 3 aby nie sugerować, a dawać pole do wyobraźni i tym samym pozwolić wybrać własny.
Mój numer 3 jest z całej trójki najbardziej wyrazisty.
Muszę Wam jednak powiedzieć, że zdania co do tych perfum są mocno podzielone i zapewne nie każdemu przypadną do gustu, bowiem są to perfumy z grupy 'trudnych'.
Przeczytajcie sobie ten ciekawy wywiad.
Watro też zwrócić uwagę na Polski akcent, korek butelki zaprojektował Bronisław Krzysztof- polski rzeźbiarz zaprzyjaźniony z rodziną d'Ornano.
Co sądzicie? Macie ochotę je powąchać, aby się przekonać czy też Wam odbije na ich punkcie? ;)
Ja jestem w nich zakochana po uszy, bo w jakiejś części oddają moją osobowość, a dodatkowo silnie utożsamiają się z naturą.
Dostałam również próbki nr 1 i nr 2 oraz tropicale, oraz parę innych tej samej marki.
Często więc chodziłam do różnych perfumerii i wąchałam wąchałam wąchałam. Nigdy nie poczułam, że 'to jest to'. Zachwyciłam się Calvinem Kleinem "Eternity" bo bardzo lubię różane wonie. Słynny "Love, love" Moschino wywarł na mnie wrażenie i to nie małe. Używałam też "Lagunę" Salvadora Dali, ale to chyba bardziej dla samego Dalego niż jego perfum. No i nadal nie było niczego dla mnie.
Ale pewnego lata dostałam próbkę Sisleya. Właściwie to trzy próbki.
Trzy próbki perfum nazwane 1,2,3... Spróbowałam wszystkich i tak 'zakochałam się' w 3
Opisywanie samego zapachu nie ma i nigdy nie będzie miało dla mnie większego sensu. Nie można opisać co się czuje. Ale można opisać skojarzenia jakie przywodzi na myśl zapach.
Czując mojego Sisleya nie można usiedzieć w miejscu, bo chce się pakować i wyjeżdżać. Daleko! Do tropikalnych lasów deszczowych, gdzieś gdzie rosną palmy, gdzie będzie na nas czekała przygoda. Ten zapach pobudza wyobraźnię i sprawia, że chce się oderwać od rzeczywistości. I zmusza do urzeczywistnienia tych marzeń! Jednocześnie jest bardzo elegancki. Dziwne połączenie, prawda?
To właściwie dość oczywiste wyobrażenie Sisleya, bo dopiero niedawno dowiedziałam się, że seria tych zapachów inspirowana była faktycznie podróżami! :) Jedynka Toskanią, Dwójka Cykladami a moja Trójka- Indonezją. Nazwano je jednak 1, 2, 3 aby nie sugerować, a dawać pole do wyobraźni i tym samym pozwolić wybrać własny.
Mój numer 3 jest z całej trójki najbardziej wyrazisty.
Muszę Wam jednak powiedzieć, że zdania co do tych perfum są mocno podzielone i zapewne nie każdemu przypadną do gustu, bowiem są to perfumy z grupy 'trudnych'.
Przeczytajcie sobie ten ciekawy wywiad.
Watro też zwrócić uwagę na Polski akcent, korek butelki zaprojektował Bronisław Krzysztof- polski rzeźbiarz zaprzyjaźniony z rodziną d'Ornano.
Co sądzicie? Macie ochotę je powąchać, aby się przekonać czy też Wam odbije na ich punkcie? ;)
Ja jestem w nich zakochana po uszy, bo w jakiejś części oddają moją osobowość, a dodatkowo silnie utożsamiają się z naturą.
Dostałam również próbki nr 1 i nr 2 oraz tropicale, oraz parę innych tej samej marki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archive
Wszelkie prawa zastrzeżone
© 2016 Epitomy of Woman
© 2016 Epitomy of Woman



















