poniedziałek, 30 maja 2016

KARMILAM ZYRAFE W SAFARI :)


No więc nadszedł ten upalny dzień i wreszcie pojechaliśmy do Safari Parku West Midland :) 
Strasznie żałuję, bo nie zrobiłam zdjęcia samej bramy wjazdowej, ale byłam taka podekscytowana, że zapomniałam. W sumie to od razu wjeżdża się na drogę i już od progu witają nas zwierzęta, więc nie ma czasu na pierdoły! :D 
Plakaty na wstępie poinformowały nas, że jest Rihno Week, ale na całe zwiedzanie nie miało to większego wpływu, chociaż trzeba przyznać, że malutki nosorożec był uroczy :) 
Ale zacznijmy od początku czyli od antylopy Eland. To ona powitała nas jako pierwsza, położyła uszka po sobie i sunęła do nas z miną 'jestem taka kochana, że na pewno mi coś dacie do szamania' i nie pomyliła się ;) 











Trochę się bałam karmić je z ręki. Tak po prostu, nigdy nie wiadomo, ale potem totalnie się oswoiłam i karmiłam je i nawet lekkie podgryzanie mnie nie przerażało.
 Trasa była długa i ludzi było na prawdę sporo. Jechaliśmy bardzo powoli i co chwilę stawaliśmy, ale o to właśnie chodziło, aby się zatrzymać i pooglądać na spokojnie. Jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa to pojawiały się informacje o np. zamknęciu szyb gdy przejeżdżaliśmy przez wybieg dla Cyjonów albo Dzikich Psów. Na wybiegach stały równiez samochody terenowe parku i z nich pilnowano czy każdy stosuje się do zaleceń. Jeśli chodzi o tygrysy, lwy czy gepardy to zabezpieczenia były dużo bardziej wyraźne. Długie siatki, podwójne bramy wjazdowe i druty elektryczne. 









Ogród był podzielony na wiele sektorów, ale wszędzie można było spotkać antylopy, jelenie i inne kopytne zwierzątka, które często podchodziły po jedzenie. Na opakowaniu specjalnie zakupionego jedzenia było wyraźnie napisane by nie karmić zebr i wielbłądów, gdyż gryzą. Ale jak wielbłąd sam się domagał karmienia wsadzając głowę do auta to trudno mu było odmówić. Nie ugryzł, ale porwał z samochodu przed nami całe opakowanie jedzenia wraz z tekturką i to zjadł... więc trzeba było uważać. Strusie nie zrobiły na mnie pozytywnego wrażenia, są trochę wredne i gryzły lusterko od auta. Natomiast słonie są wspaniałe, wzbudziły we mnie szacunek i powinniśmy o nie dbać, bo w głowie mi się nie mieści jak można je okaleczać dla kości i ją potem kupować. Coś strasznego. 






 
Żyrafa była ukoronowaniem zwiedzania i chociaż bardzo nieufna to dała się jednak nakarmić.


Powiem Wam, że takie zwiedzanie jest milion razy lepsze niż ZOO, które swoją drogą powinny być zlikwidowane, bo nie są dobre dla zwierząt. Nie uważam, że takie parki też są idealym miejscem- dzikie zwierzęta powinny żyć w dziczy, a nie być atrakcją dla ludzi. Jednakże jeśli w takich parkach miałyby znajdować się zwierząta uratowane z cyrków to jestem jak najbardziej za. I jestem bardzo zadowolona z postępu rozwojowego ludzi, ponieważ w całej Polsce już od dawna zabrania się w miastach występów cyrkowych z udziałem zwierząt. To znak, że ludzie ruszają szarymi komórkami i zaczynają rozumieć więcej i rozwijać empatię :) 


W następnym poście jeszcze trochę o Parku Safari, bo oprócz zwiedzania wybiegów jest jeszcze parę innych atrakcji wartych uwagi no i chciałabym Wam pokazać jak wyglądałam ;)










środa, 25 maja 2016

Szybka recenzja - kosmetyki N.Y.X i sztuczne rzęsy i drogeryjne przemyślenia


Ostatnio wybrałam się do drogerii po parę rzeczy do kosmetyczki- między innymi po bazę pod cienie. I mam małe przemyślenie na temat osób, które pracują w drogeriach... no bo szukając produktów na półkach czasem możemy sami ich nie znaleźć i wtedy przychodzi moment, że NIESTETY trzeba się zapytać o coś pracownika. No i NIESTETY często spotykam się z niekompetencją pracujących w drogeriach pań. Na początku myślałam, że taki problem miałam tylko w Polsce, ale w UK zdarza się dokładnie to samo. Pytasz się o tą bazę- pani totalnie nie wie co to, bo skąd niby ma wiedzieć skoro nie ma nawet pomalowanych rzęs. Tu nie chodzi o to, że trzeba być pudernicą, albo, że ktoś kto nie ma makijażu się nie zna, ale mam wrażenie, że ktoś kto pracuje w drogerii powinien trochę interesować się tą tematyką.. czy może się mylę? Praca jak każda inna? No tak, ale pracując gdzieś powinno się chyba znać na swoim 'fachu' prawda? W końcu osoby rekrutujące do pracy powinny brać pod uwagę czy dana osoba będzie obeznana w temacie, szczególnie, że pracuje z klientem i powinien też dobrze doradzać. To nie jest jakiś mój problem numer jeden, ale jak ostatnio sama znałam lepiej wyposażenie sklepu od pani pracującej tam to trochę się zirytowałam, bo jak tu się zapytać o różnice w kosmetyku skoro pani ledwo wie co to jest? 
Wyjątkiem są Sephora i Douglas bo tam pracownicy są zawsze kompetentni i wiedzą jak fajnie doradzić. W innych drogeriach to jest totolotek, czasem pani wie wszystko i fajnie doradzi ale czasem.. no cóż. 

Co myślicie? Obowiązkowy kurs z Red Lipstick Monster dla każdej pani z drogerii? ;) 

A gdy zobaczyłam, że Boots ma w swojej ofercie gablotki z marką N.Y.X to już sama wiedziałam co tam wybrać :)



Miałyście coś z tej kolekcji? Co uważacie o marce N.Y.X? 


więcej zdjęć na moim INSTAGRAMIE



Pozdrawiam Was :))