inne
Dziś przegląd sklepu, ale nie byle jakiego! Zapraszam do przejrzenia asortymentu sklepu Urban Outfiters, amerykańskiego sklepu 'przyszłości'. Dlaczego przyszłości? Bo tutaj nie znajdziecie zwykłych ubrań porozwieszanych na wieszakach i ubranych standardowo manekinów. Filozofia sprzedaży w UO jest prosta i genialna- ludzie wchodząc tu mają się inspirować na każdym kroku i tak na przykład- są tu książki o instagramie, street stylu i modzie na co dzień, a obok nich - szale, odtwarzacze płyt winylowych i bluzy, kubki, Levisy i wiele różnych przedmiotów ciekawie komponujących się w jedno- galerię sztuki użytkowej XXI wieku. Ostatnio zastanawiałam się nad tą kwestią, ponieważ obrazy i dzieła sztuki minionych wieków przestały już na mnie oddziaływać tak mocno. Oczywiście, nie odpuściłabym sobie Luwru i nadal moim marzeniem jest się tam znaleźć, ale zaczęłam dostrzegać sztukę nie tylko w obrazach i meblach, ale również w rzeczach, które służą nam, ludziom XXI wieku, choćby w zwykłbym opakowaniu jakiegoś produktu. Ktoś może sobie pomyśleć "wow, ale mnie olśniło, serio? przecież wiadomo, że design jest ważny", ale czy ładne rzeczy produkowane masowo i wystawione w sklepie za niską cenę mogą być dziełami sztuki? A sklepy galeriami w których tą 'sztukę' można nabyć? I czy to nie jest przypadkiem zaniżanie poziomu i wprowadzanie tandety?
To są pytania, na które każdy powinien odpowiadać sobie według własnego poczucia estetyki. Ja uważam, że codzienne inspiracje i łapanie chwili to zupełnie nowy kierunek sztuki i fajnie, że mogę być jego częścią, pośrednio dzięki instagramowi. To pewnie tłumaczy dlaczego tak bardzo lubię tą aplikację ;)
To są pytania, na które każdy powinien odpowiadać sobie według własnego poczucia estetyki. Ja uważam, że codzienne inspiracje i łapanie chwili to zupełnie nowy kierunek sztuki i fajnie, że mogę być jego częścią, pośrednio dzięki instagramowi. To pewnie tłumaczy dlaczego tak bardzo lubię tą aplikację ;)
Ale do rzeczy, zapraszam do obejrzenia wnętrza i asortymentu.
Może ktoś znajdzie inspirację prezentu gwiazdkowego? :)
Może ktoś znajdzie inspirację prezentu gwiazdkowego? :)
Szkoda, że zdjęcia nie oddają całego klimatu tego sklepu. Musicie tam wpaść, a jeśli byliście- podzielić się opinią ze mną!
Dajcie znać, co myślicie!
niedziela, 11 grudnia 2016
Urban Outfiters sklep - inspiracja, chodźcie ze mną!
Witajcie po przerwie!
23 września mieliśmy przyjemność być na Stand Up'ie Wojciecha Cejrowskiego (chyba każdy zna go z programu "Boso przez świat") i to gdzie? W UK! Dziwne, bo będąc w Anglii myślałam, że dalej mi będzie do Polskiej kultury a tu proszę - Katolicka Wspólnota (do której z racji moich przekonań nie należę, ale od czego mamy fejsbuka) zaprosiła pana Cejrowskiego do naszego miasta! Ha, nawet nie musieliśmy jechać dziesiątki mil!
Występ zaczął się o 19, Cejrowski wszedł boso na scenę i od razu przystąpił do opowiastek- powiedział dlaczego nie lubi komórek, że podziwia Polaków w UK, że sam pół roku mieszka w Polsce a pół- na swoim ranczu w Arizonie. Opowiadał na prawdę dowcipnie, na luzie i mimo wtrącenia paru właściwych sobie negatywnych komentarzy to i tak skradł serca publiczności. Opowieści Prawa Dżungli na prawdę mroziły krew w żyłach i fascynowały. No i śmieszyły. Śmiechu było najwięcej!
Po występie przyszedł czas na zdjęcia i zamianę paru słów. Dostaliśmy autograf w książce "Podróżnik WC" (którą notabene przeczytałam tydzień przed spotkaniem w jeden dzień, była fajna i polecam) i udało się zapytać o to co mnie tak ciekawiło, mianowicie- czy to prawda, że gdy goni cię puma należy rzucać swoje ubranie za siebie tak, by ona zajęła się ubraniem, a nie tobą :D a pan Cejrowski odpowiedział mi, że pumy nie są takie głupie, a taką technikę można zastosować z wężem. No i dostałam odpowiedź! :)
Wspaniałe spotkanie, uwielbiam ludzi z pasją! I na pewno częściej będę spotykała się z wyjątkowymi osobami :)
ps. czy Wam też pan Cejrowski przypomina trochę "Tatę Ludwiczka"? :D
Występ zaczął się o 19, Cejrowski wszedł boso na scenę i od razu przystąpił do opowiastek- powiedział dlaczego nie lubi komórek, że podziwia Polaków w UK, że sam pół roku mieszka w Polsce a pół- na swoim ranczu w Arizonie. Opowiadał na prawdę dowcipnie, na luzie i mimo wtrącenia paru właściwych sobie negatywnych komentarzy to i tak skradł serca publiczności. Opowieści Prawa Dżungli na prawdę mroziły krew w żyłach i fascynowały. No i śmieszyły. Śmiechu było najwięcej!
Po występie przyszedł czas na zdjęcia i zamianę paru słów. Dostaliśmy autograf w książce "Podróżnik WC" (którą notabene przeczytałam tydzień przed spotkaniem w jeden dzień, była fajna i polecam) i udało się zapytać o to co mnie tak ciekawiło, mianowicie- czy to prawda, że gdy goni cię puma należy rzucać swoje ubranie za siebie tak, by ona zajęła się ubraniem, a nie tobą :D a pan Cejrowski odpowiedział mi, że pumy nie są takie głupie, a taką technikę można zastosować z wężem. No i dostałam odpowiedź! :)
Wspaniałe spotkanie, uwielbiam ludzi z pasją! I na pewno częściej będę spotykała się z wyjątkowymi osobami :)
ps. czy Wam też pan Cejrowski przypomina trochę "Tatę Ludwiczka"? :D
Jest to prawdopodobnie ostatni post w tym roku, bo jutro jedziemy do Polski i wciągniemy się w wir odwiedzin, imprez, Świąt, więc nie będę miała czasu siedzieć przy komputerze. Chociaż może jeszcze najdzie mnie natchnie? Nigdy nie wiadomo ;)
W każdym razie minął kolejny rok. Był on ważny, przełomowy, zupełnie inny.
Rok wyjazdu do UK, rok przejścia na wegetarianizm, rok poznania nowych ludzi, rok mówienia po angielsku, rok rozstań z rodziną, rok podjęcia ważnych decyzji i rok refleksji nad życiem (ale głęboko brzmi). Po prostu rok nowości. A to tylko ROK.
Życzę Wam tego co najlepsze dla Was i samego dobra dookoła!
tak, te paczuszki wykonałam sama i jestem z siebie zadowolona, bo wyszły uroczo, na tym foto brakuje jeszcze 4 ale nadrabiam zaległości szybko :)
Po Halloween przychodzi czas Świąt Bożego Narodzenia. Muszę przyznać, że coraz bardziej nie mogę się ich doczekać.
Jedziemy do Polski i może dlatego doceniam Święta ze zdwojoną siłą. Już zaczęliśmy gromadzić prezenty świąteczne i ozdoby do ich opakowania. Zaczęłam też przygotowywać muzykę do auta i właśnie o tym chciałabym Wam powiedzieć kila słów.
Atmosfera świąteczna to coś co kocham w świętach ponad istotę świąt. Nie chciałabym poruszać tematów religijnych, ale wydaje mi się, że każdy podczas tego specjalnego czasu chce być po prostu częścią tych wydarzeń niezależnie od wiary. Kocham ten czas, bo każdy na chwilę daje się mu ponieść i zapomina o codzienności. Od ludzi wtedy oczekuje się pewnych zachowań związanych na przykład z dekorowaniem choinki, przygotowaniem posiłków, ale przede wszystkim oczekujemy życzliwości. A wiadomo, że czas w którym każdy jest dla siebie dobry to najlepszy czas w roku. Powtarzanie wszystkich świątecznych rytuałów cieszy każdego, nie tylko dzieci, bo daje znajome poczucie bezpieczeństwa i miłej przewidywalności wydarzeń. Fajnie jest wiedzieć, że w tym czasie każdy będzie się starał, że zrobi coś co zawsze się robi.
Jestem talentem anty-kulinarnym (czytaliście mój wpis na fejsie o tym, jak chciałam zrobić smoothie?) i wolę na Święta przygotowywać dekoracje, ubierać choinkę i pakować prezenty. Lubię też słyszeć miłe dźwięki, specjalnie na tę okazję. Dlatego od razu zaczęłam ściągać do auta muzykę specjalnie na naszą podróż. Żeby nie była to zwykła podróż, tylko "Driving home for Christmas" :)
Podaję Wam moją listę świątecznych piosenek, jeszcze nie zapełnioną w zupełności. Szczególnie brakuje mi na niej Michaela Bubble i więcej Celine Dion. Muszę Wam powiedzieć, że doceniam bardziej piosenki starszych wykonawców niż nowych, dlatego moja lista jest pełna starych tradycyjnych pieśni :)
Opowiedzcie czy tak jak ja czujecie już magię świąt, czy obstawiacie na śnieżne święta i jak Wy podchodzicie do tej tradycji :)
Tak przynajmniej pomyślałam sobie, gdy moja mama powiedziała mi o książce "Tajemny Ogród" Johanny Basford. A powiedziała mi mianowicie, że ją sobie kupiła, kupiła również kolorowe długopisy, pastele i zamierza się bardzo poważnie zabrać za kolorowanie. Założę się, że większość z dorosłych będzie tym rozbawionych, właściwie nie dziwię się absolutnie- kolorowanie bowiem to najprostsza czynność, jaką wykonują dzieci aby nauczyć się rozróżniać podstawowe barwy i 'nie wykraczać' poza linię rysunku.
Pomyślałam sobie również, że to kolejny sposób, żeby 'łatwo zarobić' wprowadzając nową modę. Jest to przecież już druga po 'Zniszcz ten dziennik' kreatywna 'książeczka'. 'Zniszcz ten dziennik' nie wzbudził mojej sympatii, rzucanie, deptanie i plucie czyli najczęściej pojawiające się na youtubowych recenzjach czynności związane z tą książką zupełnie zniesmaczyły mnie i zniechęciły do jej kupienia. A to przecież tylko od ludzi zależy jak ją wykorzystają... potem obejrzałam kilka innych filmików na temat dziennika, w których nie występują niewyżyte gimbusy, tylko osoby niezwykle kreatywne i z podziwem oglądałam jak czarno-białe strony są zapełniane.
Więc teraz po prostu uległam nowej modzie, poszłam do księgarni i kupiłam sobie kolorowankę!
Tu w UK jest ich pełno i są reklamowane po ogólnym przesłaniem 'relaksujących kolorowanek dla dorosłych'. Relaks jest, ale jest również kreatywność. Kolorowanki pomagają w dostrzeganiu kolorów i w ich komponowaniu z innymi kolorami co przecież przekłada się na modę :)
Otóż wróciłam z wakacji z... Polski. To dziwne.
No bo zawsze będąc dzieckiem marzyłam o dalekich podróżach i wakacjach w odległych miejscach. Wiecie, Karaiby, Australia (nadal marzę!) takie rzeczy. A po pół roku w UK całkiem cieszyłam się na wypoczynek we własnym mieście pełnym milionów wspomnień. Powrót do korzeni był potrzebny, ponieważ uświadomił nas czy decyzja o życiu w innym państwie była właściwa.
Czy była?
Czy tęskniłam za Polską?
Mieszkając w Anglii zaczęłam dostrzegać zupełnie inne rzeczy, a co się z tym wiąże (chcąc nie chcąc) mocno porównywać oba kraje. Widzę teraz sporo różnic w zachowaniu ludzi, w ich podejściu do różnych sytuacji. Jednocześnie mam świadomość, że to nadal za mało, bo każdy człowiek niezależnie od narodowości jest inny. Nasze miasto nie zmieniło się, jest tam tak samo, jak było. Jakby czas się zatrzymał. Spotkaliśmy się z paroma znajomymi (niektórzy również nie mieszkają już w Polsce) i jak się okazało mimo upływu czasu i odległości, nadal mamy wspólne tematy i fajnie spędzamy chwile. Chyba o to właśnie chodzi...
Rodzina również fajnie nas powitała i nie mogliśmy się od siebie odkleić, więc nasz 'grafik' nie istniał, bo codziennie widzieliśmy się z każdym na chwilę i może to spowodowało lekki niedosyt. Ale to powinno się uregulować, bo przecież niebawem będziemy tam znów.
Mimo wszystko kiedy weszliśmy do naszego domu w uk pomyślałam 'nareszcie'. Nie chciałabym na stałe mieszkać w Polsce, mimo, że oczywiście tęskniłam za bliskimi. Na razie uważam, że ta zmiana była niezbędna i bardzo się z niej cieszę. Może to moja ciekawość świata powoduje moje pozytywne nastawienie, a może świadomość, że 'w razie co' zawsze mogę przecież wrócić, albo wpaść na weekend?
Przerwa w blogowaniu spowodowana była również tym, że trochę zwątpiłam w sens całego 'blogerstwa' po ostatnich wydarzeniach związanych ze śmiercią znanej i bardzo wartościowej blogerki. Nie będę się w to zagłębiać, ale na pewno zmienił się mój stosunek do całego tego 'światka' jakim jest blogosfera. Eh... Cieszę, się, że mimo wszystko mój blog nie jest popularny.
Chciałabym również powiedzieć, że nie będę swoich notek pisać na siłę 'bo wypada coś dodać w końcu'. Będę je umieszczać tylko wtedy kiedy będę miała ochotę, tak jak zawsze z resztą, ponieważ tylko wtedy będzie to prawdziwe, z pasji. Przeżyję jakoś brak nowych lajków na fanpage. A jeśli zrobię jakiś konkurs to też dlatego, że mam ochotę podarować Wam coś :)
Mimo wszystko kiedy weszliśmy do naszego domu w uk pomyślałam 'nareszcie'. Nie chciałabym na stałe mieszkać w Polsce, mimo, że oczywiście tęskniłam za bliskimi. Na razie uważam, że ta zmiana była niezbędna i bardzo się z niej cieszę. Może to moja ciekawość świata powoduje moje pozytywne nastawienie, a może świadomość, że 'w razie co' zawsze mogę przecież wrócić, albo wpaść na weekend?
Przerwa w blogowaniu spowodowana była również tym, że trochę zwątpiłam w sens całego 'blogerstwa' po ostatnich wydarzeniach związanych ze śmiercią znanej i bardzo wartościowej blogerki. Nie będę się w to zagłębiać, ale na pewno zmienił się mój stosunek do całego tego 'światka' jakim jest blogosfera. Eh... Cieszę, się, że mimo wszystko mój blog nie jest popularny.
Chciałabym również powiedzieć, że nie będę swoich notek pisać na siłę 'bo wypada coś dodać w końcu'. Będę je umieszczać tylko wtedy kiedy będę miała ochotę, tak jak zawsze z resztą, ponieważ tylko wtedy będzie to prawdziwe, z pasji. Przeżyję jakoś brak nowych lajków na fanpage. A jeśli zrobię jakiś konkurs to też dlatego, że mam ochotę podarować Wam coś :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archive
Wszelkie prawa zastrzeżone
© 2016 Epitomy of Woman
© 2016 Epitomy of Woman








